Zobacz jak wyglądały zaręczyny Marianny i Maćka z pierścionkiem Lśnienie w tle.

Zobacz jak wyglądały zaręczyny Marianny i Maćka z pierścionkiem Lśnienie w tle.

Pierścionek zaręczynowy, który stał się Lśnieniem

 

Historia biżuterii z duszą

 

Z Pauliną, czyli tytułową Trzpiotką znamy się już od kilku lat. Gdy tylko ruszyła trzpiotkowa działalność jubilerska wiedziałam, że będę jedną z najwierniejszych klientek! Potem poznałam Maćka, mojego teraz już narzeczonego i po cichu wierzyłam, że kiedyś na moim palcu pojawi się piękny, delikatny pierścionek w stylu vintage, inny od większości pierścionków zaręczynowych.


Jak pierścionek zyskał swoją nazwę?

A` historia właściwa brzmi tak: Paula stworzyła serię złotych pierścionków z różnymi kamieniami takimi jak tajemnicze, szare diamenty czy diamenty “sól i pieprz”. Wstawiła zdjęcie jednego z nich z pojedynczym, mieniącym się szarym diamentem z pytaniem jak można byłoby nazwać to małe cudo. Napisałam do Pauli wiadomość w której stwierdziłam, że pierścionek wygląda mi na Lśnienie. Paulinie, czyli Trzpiotce, nazwa widocznie przypadła do gustu bo pierścionek, zarówno na stronie internetowej Trzpiotki, jak i na Instagramie, widnieje pod tą nazwą ;) Ucieszyłam się, a jakże, no i cóż, życie toczyło się dalej.  

 

Niespodziewane oświadczyny na Sri Lance

Niedługo potem wyjechaliśmy z Maćkiem na długo planowany wyjazd na Sri Lankę. Paula regularnie wstawiała zdjęcia na trzpiotkowego Instagrama, a ja oglądałam i komentowałam je z niesamowitych, egzotycznych miejsc, które tam zwiedzaliśmy. W pewnym momencie Paula wstawiła zdjęcie właśnie Lśnienia z innymi pierścionkami, a ja pokazując owo zdjęcie Maćkowi żartobliwie spytałam, czy to mój pierścionek zaręczynowy. Zaśmiałam się i zapomniałam. Parę dni później Maciek wyciągnął mnie na wschód słońca nad oceanem mówiąc, że chciałby zrobić kilka zdjęć i może wykąpać się gdy na plaży będzie pusto. Poszłam dość niechętnie, bo kto nie lubi czasem dłużej pospać, zwłaszcza na wakacjach… I bardzo dobrze, że poszłam bo Maciej w pewnym momencie padł na jedno kolano (ja w szoku) i spytał “Wyszłabyś za mnie?” , moim oczom ukazał się także pierścionek, pewnie domyślacie się już jaki. Lśnienie, było to właśnie piękne, tajemnicze Lśnienie!   Pierścionek ze zdjęcia, o którym żartując mówiłam, że będzie moim zaręczynowym. Wyszło zatem super, ja nie spodziewałam się niczego, była to typowa sytuacja “wiedzieli wszyscy, oprócz samej zainteresowanej”, zatem niespodzianka była niespodzianką, a Lśnienie towarzyszy mi teraz każdego dnia. Uwielbiam ten pierścionek, jest wygodny, oryginalny i kocham patrzeć na jego mieniące się, diamentowe oczko. Dziękuję Ci kochana Trzpiotko!

 


Marianna & Maciek fot. Jan Walewski

historia zaręczyn lśnienie